Afera maseczkowa - kto na tym zyskał i jak do tego doszło? Maseczki z Chin ze sfałszowanymi certyfikatami zalały Europę

Jak poinformował wydawany w Madrycie dziennik „El Mundo”, dokumenty dotyczące maseczek ochronnych sprzedawanych do Hiszpanii miały być fałszowane przez chińskie firmy. Co więcej, w oszustwie miały brać również niektóre duże chińskie przedsiębiorstwa.

Oszustwo polegało na zawyżaniu parametrów certyfikatów jakości masek tak, aby były zgodne z normami unijnymi. Jak twierdzi dziennik, oprócz hiszpańskiego Ministerstwa Zdrowia, oszukano także rządy poszczególnych wspólnot autonomicznych tego państwa. Jak się okazało, wykrycie fałszerstw nastąpiło po śledztwie, które ruszyło po tym, gdy na hiszpańskim rynku stwierdzono dużą liczbę wadliwych masek zakupionych właśnie w Chinach.

Oprócz maseczek ochronnych, wadliwe były też szybkie testy "Bioeasy", które miały wykrywać koronawirusa u pacjentów. Ministerstwo Zdrowia zakupiło ich na chińskim rynku aż 640 tys.

Nie tylko w Hiszpanii oszustwa związane z pochodzącymi z Chin produktami medycznymi wyszły na jaw. Wiele innych europejskich krajów zakwestionowało ich jakość. Dotyczy to właśnie maseczek, testów a nawet respiratorów. Przypomnijmy, że maseczki niespełniające norm trafiły również do Polski. 

"Nie tylko my, ale również KGHM, WOŚP czy inne kraje europejskie kupiły maseczki z Chin, które nie spełniają norm" - tłumaczył Łukasz Szumowski, minister zdrowia. "Cała Europa, nie tylko my, została oszukana w sposób bezwzględny [...] To są publiczne pieniądze i trzeba wyjaśnić, kto na tym zyskał i dlaczego trefny towar był przywieziony. Być może produkcja w Chinach nie jest taka, jak powinna" - podkreślił, dodając, że sprawa została skierowana do prokuratury. 

Naczelna Izba Lekarska zwróciła się już do medyków z apelem, aby nie używali masek FFP2 N95 do czasu wyjaśnienia sprawy. 

SKOMENTUJ

6×3 =