Dziecięce maszyny do zabijania na zlecenie ISIS. Czy mają szansę na powrót do społeczeństwa?

Ośrodek rehabilitacji nieletnich w Kabulu to miejsce gdzie trafiają m.in. chłopcy, którzy zostali niegdyś zwerbowani do organizacji terrorystycznych. Zindoktrynowani, radykalizowani i przeszkoleni do zabijania, próbują w tym miejscu odzyskać cząstkę dzieciństwa, które im zabrano i wrócić na dobrą drogę.

Część z nich straciło swoje rodziny, cześć z nich nie pamięta swoich bliskich, ani życia innego niż to w obozie szkoleniowym, czy na wojnie. Reszta do Państwa Islamskiego zgłosiła się samodzielnie, za sprawą skutecznej propagandy. Wszyscy są stygmatyzowani przez społeczeństwo, każdy z nich posiada jakąś traumę, nic w tym dziwnego skoro bezwzględny reżim przerobił ich na maszynki do zabijania lub przyszłych obwieszonych materiałami wybuchowymi samobójców.

Obecnie w ośrodku przybywa 300 wychowanków. Część z nich to złodzieje, wagarowicze, czy po prostu trudna młodzież. Jednak przeszło połowę wychowanków stanowią młodzi mężczyźni w wieku 12-18, którzy byli członkami Państwa Islamskiego lub organizacji terrorystycznych prowadzonych przez talibów. Chłopcy są od siebie izolowani, a ich terapia i edukacja odbywa się w grupach, ze względu na to, by uniknąć radykalizacji innych zamkniętych w placówce nastolatków, czy walk pomiędzy wychowankami o sprzecznych poglądach. W związku z tym ośrodek jest podzielony na odziały: na parterze mieszka trudna młodzież, która u nas trafiłaby zapewne do poprawczaka. Talibowie oraz młodociani bojownicy Państwa Islamskiego zajmują wyższe i strzeżone przez uzbrojonych strażników kondygnacje budynku. To nimi zajmiemy się w dalszej części materiału.

Jak to możliwe, że dziecko zostaje terrorystą?

Sytuacja w kraju, zmusza rodziny do życia w ciągłym strachu i biedzie. Brak perspektyw, podsycany przez zacofane prawo szariatu z pewnością może zamieszać młodemu człowiekowi w głowie. Gdy od dziecka na każdym rogu widzi się śmierć i przemoc psychika i kręgosłup moralny muszą ucierpieć.

Cześć z nich dołączyła od ISIS lub talibów za sprawą wpływu mediów społecznościowych, część miłością do zabijania niewiernych zaraziła się w szkołach, w których naucza się radykalnej odmiany islamu.

„Cudzoziemcy nie zrobili mi nic złego, ale Prorok powiedział, że dżihad przeciwko nim musi trwać aż do Dnia Sądu”- to cytat z wypowiedzi jednego z wychowanków.

„Kaznodzieja powiedział, że moim obowiązkiem jest walczyć i umrzeć w imię Allaha, teraz jestem w 10 klasie i czekam na wyniki, aby przejść do klasy 11. Talibowie po prostu włożyli mi do ręki amunicję i kazali ci walczyć, ale kiedy mnie stąd wypuszczą, chcę się uczyć” - mówił z dumą inny 16-latek, również pensjonariusz ośrodka w Afganistanie.

Pośród nich są też dzieci, które nie do końca powinny się tam znaleźć. Przykładem jest historia 14-letniego Mohammada. Jego rodzice zmarli, a on został pod opieką starszej siostry i jej męża. Gdy szwagier wstąpił w szeregi Państwa Islamskiego, zabrał chłopca ze sobą licząc, że nastolatek pójdzie w jego ślady. Chłopiec widząc jednak obłudę i okrucieństwo wiodące prym w obozie ISIS dwukrotnie próbował zorganizować ucieczkę dla siebie i kilkorga innych dzieci. Za pierwszym razem bojownicy udaremnili im wyjście z obozu i wtrącili do więzienia, gdzie groźbami i przemocą wymuszali na nich posłuszeństwo. Kolejna próba uwolnienia spod jarzma terrorystów powiodła się, jednak ich historia nie skończyła się tak jak oczekiwał chłopiec.

„Wiedzieliśmy, że gdyby nas odkryto, zostalibyśmy zabici… Szliśmy całą noc przez wzgórza, a następnego dnia oddaliśmy się. Myśleliśmy, że wrócimy do domu, ale zamiast tego nas tu umieścili”- brzmiała wypowiedź rozżalonego wychowanka ośrodka w Kabulu.

Mieszkańcy placówki to nie tylko krewni bojowników, czy zbuntowani nastolatkowie, którzy sami zgłosili się do organizacji terrorystycznych. Pośród nich są dzieci odebrane rodzicom w trakcie mordów miejscowej ludności. Niektóre z nich nie pamiętają swoich rodziców, część z nich widziała ich śmierć na własne oczy. Służyli morderczej ideologii, ponieważ bojownicy nie dali im innego wyboru lub zrobili pranie mózgu.

Walka resocjalizacji z radykalizacją

Indoktrynacja, jakiej poddały dzieci to wyjątkowo trudne zadanie dla wychowawców. Mimo wdrażanej terapii cześć z nich nadal powtarza wycięte z filmów propagandowych slogany i chce powrócić do terrorystycznej działalności. Wychowawcy, szczególnie ci zajmujący się omawianiem Koranu na zajęciach, starają się wpłynąć na wypaczone poglądy młodzieży. Wielokrotnie zwracają uwagę uczniów na szkody i cierpienie, jakie powodują zamachy i udowadniają im, że Islam nie godzi się na zabijanie niewinnych. Walka z przekonaniami skrzywionych nastolatków jest trudna. Jednak pracownicy starają się uświadamiać im siłę zła, którego dopuszczali się w przeszłości, jednak nie zawsze skutecznie.

„Tutaj modlimy się pięć razy dziennie i uczymy się. Ale kiedy będę wolny, zajmę się moimi rodzicami, a potem znów dołączę do talibów. Walczą o prawdę”- mówi jeden z wychowanków.

Czasami zradykalizowani do szpiku kości rezydenci instytucji przemocą nie pozwalają innym na zmianę przekonań. Uczniowie, którzy rozumieją zło do jakiego zmuszano ich za sprawą przynależności do grup terrorystycznych zwyczajnie boją się odejść od fanatyzmu. Problemem i wyzwaniem dla pracowników jest nie tylko zawziętość i oporność uwięzionych, ale częsta rotacja więźniów. Są oni przenoszeni z ośrodka do ośrodka, co utrudnia rozciągnięta w czasie terapię. Pomimo wszystko personel próbuje im pomóc zwalczyć traumy i problemy, które sprowadził ich na zbrodnicza ścieżkę. Prawo w Afganistanie nie przewiduje też możliwości weryfikowania tego, co dzieje się z wychowankami po opuszczeniu ośrodka. W nie istnieje tam bowiem instytucja „pracowników socjalnych”, czy kuratorów, którzy monitorowaliby ich przyszłość i wspierali w powrocie na dobrą ścieżkę po opuszczeniu murów ośrodka.

„Bardzo brakuje wsparcia, szkoły, miejsc pracy, alternatyw dla tego, z czego pochodzą" - mówiła jedna z pracownic „poprawczaka” dla młodocianych terrorystów.

Organizowane w ośrodku lekcje są także szansą na odnalezienie pracy po opuszczenia ośrodka. Niektórzy zanim do niego trafili byli analfabetami, dlatego personel instytucji wkłada mnóstwo pracy w przygotowanie chłopców do życia na zewnątrz. Na terenie placówki chłopcy mogą uczyć się m.in. stolarstwa i krawiectwa, po to by w przyszłości mogli zdobyć pracę i uczciwie zarabiać.

Szansę na lepszą przyszłość dla wychowanków opuszczających ośrodek pracujący w nim terapeuci dostrzegają w zmianie polityki resocjalizacyjnej państwa. Minister sprawiedliwości, Abdul Baseer Anwar, który ostatecznie kontroluje ośrodek walczy o wprowadzenie nowych przepisów, które gwarantować będą miejsca pracy dla młodocianych więźniów po ich zwolnieniu z placówki.

 Źródło

 

SKOMENTUJ

2+8 =